Adam Zalewski znany jest przede wszystkim jako basista warszawskiej grupy Strefa Mocnych Wiatrów, wykonującej hard rockowe i heavy metalowe pieśni o pływaniu po morzach i oceanach. Kiedy trafiłem na jego autorską płytę, nie wahałem się długo, choć nie miałem pojęcia czego się spodziewać. Tytuły piosenek mówiły tylko jedno: tym razem nie będzie śpiewania o pływaniu.
Tymczasem w solowej odsłonie okazuje się zdolnym wokalistą i autorem piosenek, który porusza sięna pograniczu bluesa, folku i akustycznego rocka. Nietrudno byłoby wyobrazić sobie te piosenki w zespołowych wersjach, z mocną sekcją rytmiczną i zadziornymi gitarami. Tymczasem folkowy szlif, jaki otrzymują w autorskich aranżacjach, wydobywa z piosenek to co najważniejsze – niezłe teksty, fajne melodie i autentyzm, którego w takiej odsłonie Adamowi nikt nie odmówi. Choć muzykowi towarzyszy tu zespół, jednak najwyraźniej jest bardzo schowany za dolistą. I może to dobry wybór.
Nawet tam gdzie teksty są z pozoru banalne („Kolekcja piw”), ujęcie tematu jest na tyle ciekawe, że nie razi. Jednak tam gdzie jest poważniej, mamy już do czynienia z naprawdę dobrym piosenkopisaniem.
Mankamentem tego krążka może być jedynie zbyt duże uwielbienie wykonawcy dla zespołu Dżem, ze szczególnym uwzględnieniem Ryśka Riedla i jego frazowania. Mniej obeznani z dyskografią tego klasyka śląskiego bluesa bogliby w ślepiej próbie wskazać na piosenki śpiewane przez Adama, jako na zaginone demówki Ryśka. Zwłaszcza że fascynacja tą odmianą bluesa jest wpisana już w trzon niektórych kompozycji.
Płyta „Na ŻYWiOł” to połaczenie trzech studyjnych piosenek, z pięcioma nagraniami koncertowymi. Różni je to, że w tych studyjnych artysta pokusił się czasem o jakieś dodatkowe dogrywki. Jednak nie ma tego wiele, dlatego album brzmi dość spójnie. Debiutancki krążek jest zapewne rezultatem kilku lat zbierania autorskich utworów. Ciekawe jednak, co Adam Zalewski ma jeszcze w zanadżu. Jednym słowem: czekam na drugą płytę.






